1.
tak moje serce
stoi dla ciebie otworem
wejdź
i rozgość się
podam ci kawę wino
a może ciasteczka
wszystko to
co zechcesz
tylko zostań tu
w przedsionku
tam dalej nie ma
nic ciekawego
zresztą już dawno
zgubiłem klucz
2.
ciemna komora
za zbutwiałą kratą
pod sufitem wisi
zdechły z głodu pająk
linia pleśni znaczy
gdzie sięgała krew
wpadła mi w oko
i teraz się szamocze
za zasłoną powieki
boję się
jak byłem dzieckiem
coś mnie ukąsiło
i mało nie umarłem
więc niech już tam zostanie
ja się wycofam w głąb
pozamykam drzwi
będę siedział dzień i noc
przy zapalonych światłach
może kiedyś wrócę
zbiorę zeschnięte resztki
na szufelkę
umyję szybę
dokładnie
przyłóż tutaj ucho
powiedziałaś
tylko słuchaj
dziś wieczór
nie pytaj
czy to źródło
czy pięść
czy dzwon
tak bije
czemu to powiedziałeś
wcale nie trzeba
patrz to ja jestem młodsza
szesnaście i trzy czwarte
a już wiem
że chodzi tylko
o wymianę płynów
żeby się nie zacierał silnik
żeby można było jechać dalej
bez zgrzytów
pisków
ostrzegawczych lampek
we względnym spokoju
dotrzeć tam
gdzie spokój
wyciągasz dłoń
więc kładę na niej
moje serce
jakie duże mówisz
a miało być
jak pięść
spróbuj mówię
więc zamykasz palce
i już spływam
po tobie
powoli
po łokcie
po miłość
po śmierć
złamane serce
unieruchamia się w gipsie
tak żeby w czasie zrastania nie biło
nie zakłócało powstawania
gipsowego odlewu który
jeśli się uda
chętnie od nas
kupi wydział
anatomii
kocham cię mówi przystawia pistolet do
skroni od tej chwili wszystko co powiesz
może zostać użyte
przeciwko tobie
nie masz
prawa do
obrony do
milczenia
więc mów
kocham cię
mówi i
nakłada
kajdany
tak bardzo bardzo cię
kocham nawet nie wiesz
jak bardzo
mówi i
podaje
mi krzyż
Na pamiątkę
moja
droga cóż ci
dam jedno serce tylko
mam a w tym sercu róży
kwiat ukochana
żyj sto
lat
i
wspomnij czasem
o mnie
gdy już
róży korzenie zarosną
mi trzewia
łodygi
zablokują
tętnice
a ciernie
rozerwą
ich ściany
pytanie zawisło w powietrzu
a potem spadło
i roztrzaskało się o podłogę
tysiące małych odłamków
wrosły w parkiet
lasem igieł
przyzwyczailiśmy się
po pewnym czasie
przestaliśmy chodzić w butach
a kiedy skóra na podeszwach
zgrubiała dostatecznie
daliśmy spokój kapciom
grubym skarpetom
i tylko czasem
gdy jest pełnia
odbite od podłogi światło
roztapia pokój
prześwietla sny
jak lampa przesłuchującego
nić porozumienia między nami
przypomina sznur albo linę
od przeciągania jej
mamy dłonie starte do mięsa
można też nią spętać
zastawić wnyki
w ostateczności
rzucić brzytwą na ratunek
doholować do brzegu
ale jest zbyt gruba
żeby przejść przez ucho igielne
nie załatamy nią dziury
nie zamkniemy rany
nie uszyjemy namiotu
nie wejdziemy do królestwa
nie umiem walczyć o swoje
mam słabą wolę
zgodziłem się na kredyt
zgodziłem się na psa
zgodziłem się na dziecko
zgodziłem się na życie
tylko życie chyba ciągle
nie zgadza się na mnie
zobaczysz ojcostwo
to najwspanialsze przeżycie
powiedziałeś kilka razy przy stole
największa frajda
czasem myślę że tylko to mnie trzyma przy życiu
dodałeś kiedy zupełnie przez przypadek
zostaliśmy sami
(ty cofnąłeś się z samochodu po grzechotkę
ja ją zniosłem na dół)
co
kiedy
zobaczyłeś w moich oczach?